Tuesday, February 26th, 2008...8:05 pm

Lotniska po raz kolejny

Jump to Comments

W ramach (chwilowo) utraconych postów kilka raz nawiązywałem do lotnisk i bezpieczeństwa (a raczej pozorów tegoż) na tychże lotniskach. Ostatnio zawiało mnie do Seattle, z powodu zawodowego, o którym pisał Mariusz i Daniel.

Tak na boku: w trakcie wyjazdu miałem okację pierwszy raz w życiu poprowadzić publiczną prezentację po angielsku. Dla mnie ciekawe doświadczenie, jak poszło właśnie staram się ocenić odsłuchując i oglądając nagranie. Pierwsze wrażenie “zapamiętać na przyszłość… dema robi się wolniej” :).

Ale wracając do lotnisk. Ostatnio był Kijów, teraz też będzie na K – Kopenhaga. Przed wejściem na pokład samolotu w Seattle zostaliśmy na lotnisku prześwietleni (łącznie z butami, które na lotniskach w Stanach zdejmuje się obowiązkowo), pewnie jeszcze zmierzeni, zważeni i różne takie inne. Generalnie przebadani dokładnie pod kątem stwarzanego przez nas niebezpieczeństwa. Następnie samolot i 11 godzin upojnego lotu (tfuj, zepsuła mi się lampka nad siedzeniem więc pozostało tylko spać). Lądujemy w Kopenhadze i …

… i tutaj zaczyna się paranoja. Pomiędzy bramką w Stanach a bramką wyjściową samolotu w Kopenhadze staliśmy się groźnymi przestępcami i wymagana jest ponowna kontrola naszego stanu (nie)bezpieczeństwa. Samoloty przylatujące zza Atlantyku mają to do siebie że lubią się spóźniać, a połączenia w Europie często wtedy mają do siebie to że jest mało czasu na przesiadkę. A my stoimy w kolejce kilkuset osób, przepraszam … potencjalnych zagrożeń, czekając aż obsługa sprawdzi czy z jedzenia w samolocie i puszki po napoju nie skonstruowaliśmy bomby. Jest nerwowo … cóż, tym razem nawet zaliczyłem sprawdzanie plecaka itp (a do odlotu samolotu do PL jakieś 15 minut).

Następnie po tej kontroli kontrola paszportu (w końcu wchodzimy do UE), bieg przez całe lotnisko (dwa terminale) podczas którego:

  • możemy coś od kogoś wziąć,
  • ktoś nam może ktoś podrzucić
  • do buta może nam się przylepić mała bomba dla niepoznaki ukryta w wyplutej gumie do żucia,
  • Możemy zakupic w jakimś sklepie nóż służący do obezwładniania załogi
  • Wymyślcie co tam jeszcze chcecie.

Następnie kontrola paszportowa (w końcu w trakcie przejścia przez terminal mogliśmy zmienić obywatelstwo) i następna kontrola bezpieczeństwa.

Hmmm … zełgałem .. no właśnie … tej ostatniej kontroli bezpieczeństwa nie ma. Nawet jeżeli niesiemy ze sobą bombę przekazaną nam przez wspólnika terorystę już nikt tego nie sprawdza. Możemy wnieśc pistolet, nóż, zapałki .. o zgrozo zapalniczkę … i nic.

I czy ktoś mi powie gdzie tutaj jest konsekwencja i sens. Czy tylko ze Stanów przylatują samolotami teroryści ? (oczywiście może być też tak że w trakcie całego naszego przejścia przez lotnisko jesteśmy obserwowani a w każdych drzwiach jest wykrywacz metalu etc).

Tak już celem uzupełnienia obrazu – po przejściu sprawdzenia w Polsce przed wylotem do Stanów, przed wejściem na pokład samoloty przez Atlantyk w Kopenhadze też nas nikt nie sprawdzał.

Bezpieczeństwo na lotniskach, a przynajmniej to wynikające ze sprawdzania pasażerów to IMO czysta iluzja. Widocznie ktoś się z nią czuje dobrze.

1 Comment

Leave a Reply