Thursday, April 2nd, 2009...11:42 pm
Bomba owocowa
Jump to Comments
Podróżowałem, zaś … zdarza się, różnym ludziom. Nie żebym w tym temacie był jakoś szczególny. Ci którzy czytają moje pisanie trochę dłużej wiedzą o czym będzie … lotniskowe bezpieczeństwo.
Wielkim fanem tegoż nie jestem, chociaż nie znam statystyk na ile wprowadzone metody są skuteczne. Tym razem na lotnisku w Kopenhadze kazano mi wyrzucić do kosza prawie pustą butelkę CocaColi. Wiadomo, butelka była wroga bo amerykańska. To że było w niej może kilka mililitrów płynu to nic … ważne że pusta przestrzeń w butelce przekraczała osławione 100ml. Cóż … z tych 480ml powietrza i 20ml CocaColi mogłem pewnie skonstruować bombę.
Gdybym jednak był terorystą, tudzież zdenerowanym klientem już wiem czym bym się posłużył do przemycenia materiału na bombę do samolotu … BANANY !!!!
W ostatni dzień pobytu w Seattle miałem dosyć dużo czasu więc wybrałem się do miasta poczytać książki (część udało mi się nawet zakupić). W celach spożywczych wrzuciłem do swojego plecaka 3 banany … i o nich zapomniałem.
Tym samym banany te w moim plecaku przeszły przez bramki bezpieczeństwa i skanery w Seattle i Kopenhadze (gdzie wyrzucono moją prawie pustą butelkę z Colą). Hmm, nie wiem ile średnio waży banan ale gdyby były to atrapy wypełnione czymś co wybucha (co pewnie nie jest trudne do wykonania) to byłaby to napewno ilość wystarczająca do zrobienia pokaźnej dziury w samolocie. Z całej elektroniki jaką ze sobą miałem spokojnie dałoby się przygotować coś do detonacji (w zasadzie detonator w postaci iPhone lub iPoda byłby najmniej podejrzany) … i już.
Jak widać więc puste powietrze w butelce jest groźniejsze od owoców – pewnie dlatego, że na lotnisku zamontowano odpowiednie detektory, które przeanalizowały skład powietrza wokół mojego plecaka.
P.S. #1 Postaram się już na lotniskowe bezpieczeństwo więcej nie narzekać.
P.S. #2 Nikogo nie namawiam oczywiście do przygotowywania na podróż owoców z plastycznego materiału wybuchowego
P.S #3 Ciekawe w ilu różnego rodzaju monitorach treści teraz ten post wyskoczy i u kogo :).


9 Comments
April 3rd, 2009 at 10:26 am
No ale ja myślę, że pewnie jakbyś w bananie miał jakiś plastik czy C-4 to pewnie od razu by to wyłapali
Pewnie na rentgenie (+ tym co oni tam mają) coś naturalnego (banan) wygląda zupełnie inaczej niż coś sztucznego (C-4) i na dodatek niebezpiecznego.
Taką mam przynajmniej nadzieję
April 3rd, 2009 at 10:28 am
No tyż fakt … skoro odróżniają powietrze bezpieczne od niebezpiecznego to musi w tym coś być … chociaż coś mi się cały czas o jakiejś matce po głowie kołacze.
April 3rd, 2009 at 10:30 am
@Mariusz
Hmm … szybkie wyszukanie mówi mi że pewnie masz rację … wygląda na to że X-Ray lotniskowy analizuje to na podstawie zaprogramowanej gęstości materiałów.
April 4th, 2009 at 4:10 pm
Dla bananu średniej wielkości 20cm x 2cm x 2cm o wadze 0,2 kg (ze skórką) masz gęstość 2500kg/m3. Dla RDX (główny składnik C4) masz ok. 1700kg/m3. Oczywiście mój owoc może być trochę przerysowany (stawiam, że ma mniejszą gęstość niż podałam), ale powalającej rożnicy to nie ma… Z drugiej strony zmoczony w wodzie banan może uzyskać gęstość RDX, samo RDX zaś nie może uzyskiwać gęstości za dużej/za małej. Szansa, że trafisz w przedział jest niewielka, a rozciapciany banan nie jest najlepszym pomysłem:
(jeszcze nie wiem jakie :D)
- budzi podejrzenia
- brudzi plecak
- nie smakuje najlepiej
April 6th, 2009 at 4:09 pm
No to pięknie Paula…
Po takim wykładzie to myślę, że możesz się spodziewać większego zainteresowania Twoją osobą przez różne trzyliterowe służby
April 6th, 2009 at 4:15 pm
Jako że mieliśmy okazję z Paulą porozmawiać w RL w weekend (jakby ktoś miał okazję spróbować to robi niezłe muffiny
) to jeszcze jest podejrzenie że Semtex ma gęstość bliższą bananowi … 
April 7th, 2009 at 4:28 pm
(dzięki Tomek :))
Nie mam już wątpliwości, że Twój blog prosto się w googlach listuje
parę słów i jest
Popatrz sobie na linki, z ktorych ludzie wchodzą i co w googlach wpisują
Może być ciekawie 
April 14th, 2009 at 6:39 am
Zwazywszy na miejsce zamieszkania (Belfast) czesto podróżuje Dublin - Warszawa, badz Dublin - Bydgoszcz i nie ma praktycznie reguly co gdzie kiedy i jak, niemowiac dlaczego. Od roku podrozuje z dzieckiem i jak wiadomo przy malym szkrabie tych potencjalnych plynow bombo-tworczych jest wiecej ;). Ale wroce do sedna. Ostatnio zaskoczylo mnie to iz w stolicy przy odprawie do Dublina mundurowi nie mieli zadnego pytania dotyczacego zawartosci bagazu podrecznego, a tam rozcienczone mleko w proszku, w drugiej butelce sok, w trzeciej rozcienczona smekta - krotko ujmujac powinienem byc brany jako potencjalny terrorysta, a nic takiego sie nie przytrafilo. Wnioski jakie mi sie nasuwaja to ze zalezy to od lotniska, przez ktore lecimy. W Bydgoszczy “trzepia” niemilosiernie, to samo odbywalo sie na Etiudzie jak jeszcze dzialala. Nie mialem zadnych problemow w Londynie ani w Dublinie i ostatnio wlasnie we wspomnianej Warszawie.
April 14th, 2009 at 6:40 am
@ Tomek
popraw orta w powyzszym komencie bo kole ze az boli
Leave a Reply